Mundo Deportivo uważa, że José Mourinho nie chce odchodzić sam do Chelsea. Portugalczyk zamierza zabrać ze sobą Raphaëla Varane'a aby stał się liderem defensywy londyńskiego klubu. To informacje, o których zapewnia angielska prasa, dodając jednocześnie, że Mourinho powiadomił już włodarzy Chelsea aby zakontraktowali Francuza.
Real Madryt nie ma zamiaru zwlekać z podwyższeniem kontraktu Varane'a, który obowiązuje do 2017 roku, żeby uniknąć spekulacji. Klub ma mu zaoferować przedłużenie umowy o rok z zarobkami wynoszącymi trzy miliony euro. Obecnie Francuz z klubowej kasy pobiera milion dwieście tysięcy euro. W nowym kontrakcie miałaby się też znaleźć klauzula na sto milionów euro. Ze względu, że jego obecna klauzula odejścia wynosi trzydzieści milionów euro oraz zainteresowanie jego osobą stale rośnie, madrycki klub chce jak najszybciej odnowić warunki jego umowy.
W Chelsea nie są już tak pewni Mourinho. Jego zachowanie w ostatnich tygodniach w Realu dało do myślenia władzom The Blues czy postępują słusznie zamierzając zatrudnić go ponownie. Z drugiej strony Daily Mail informuje, że decyzję o zakontraktowaniu Mourinho Roman Abramowicz podjął już w marcu, cumując na swoim jachcie Marabella.
Według owej gazety, negatywna reakcja kibiców z zachodniego Londynu na przyjście Beníteza i nieustanne popieranie osoby Mourinho, sprowokowało podjęcie decyzji o powrocie Portugalczyka, który będzie rezydował u boku Michaela Emenalo, dyrektora sportowego Chelsea, po swoim powrocie. Pomimo że Mourinho poprosił o powrót na Stamford Bridge, Abramowicz dał mu jasno do zrozumienia, że Emenalo zostaje.
Ramón Calderón, były prezes Realu Madryt, będąc w Londynie, udzielił wywiadu Telegraphowi. W tymże ostro skrytykował José Mourinho i Florentina Péreza. Calderón w przeszłości, dokładniej w 2008 roku, miał okazję do ściągnięcia Portugalczyka na Bernabéu, tak jednak nie uczynił. Nie chciał się nawet spotkać z trenerem. Dzisiaj dziwi go też, że Portugalczyk może wrócić do Chelsea.
– W pewnym wieku nie zmieniamy się. To jego osobowość, charakter. Moim zdaniem, wszystko to jest niekompatybilne z historią Realu Madryt.
– Jego agent powiedział mi: „Prezesie, kiedy spotkasz Mourinho, nie zaakceptujesz żadnej innej alternatywy. On jest najlepszy”. Wolałem go nie spotkać, bo moim pomysłem na trenera dla Realu Madryt nie był Mourinho. Myślałem, że to będzie stanowić tutaj problem – i tak, niestety, było.
– Jest trenerem z najgorszym bilansem w Realu Madryt po trzech latach. Żaden trener w Realu nie wygrał mniejszej liczby tytułów.
– Z tego, co wiem, został wykopany, bo nie chciał, żeby właściciel wtrącał się mu do pracy. Słyszałem, że Abramowicz powiedział: „Jeśli chcesz pieniędzy, musisz słuchać”.
Odejście Mourinho rozbudziło też plotki na temat Cristiano Ronaldo. Zostały mu tylko dwa lata kontraktu i nie zanosi się na przedłużenie. Możliwe, że zawodnik również opuści klub. Za jego sprowadzenie do Madrytu odpowiedzialny był także Ramón Calderón, więc ma coś do powiedzenia na ten temat. Zaś na pytanie o to, czy próbowałby ściągnąć do Realu Garetha Bale’a, opowiedział: „Próbowałbym bardzo mocno”.
– Gdyby zostały jeszcze dwa lata, próbowalibyśmy przedłużyć kontrakt albo sprzedać zawodnika. Bo w ostatnim roku piłkarz nie ma już wartości.
José Mourinho przedstawił wizję nowego składu Chelsea na przyszły sezon. Okazuje się, że na pierwszym miejscu listy życzeń Portugalczyka plasuje się pomocnik Królewskich, Sami Khedira. London Evening Standard informuje, że włodarze The Blues, którzy na dniach mają zakontraktować trenera, ściągną wraz z nim do zespołu Niemca, aby wzmocnić przedpole defensywy. Warto dodać, że Sami był nie tylko jednym z pierwszych transferów José Mourinho w Realu Madryt, ale stanowił także o sile zespołu, występując zazwyczaj od pierwszych minut. Należał też do grupy graczy cieszących się największym zaufaniem trenera. Umowa Khediry z Realem Madryt wygasa za dwa sezony, ale już teraz Mourinho chce ściągnąć zawodnika do zachodniego Londynu. Chelsea będzie musiała wyłożyć niemałe pieniądze za dwudziestosześciolatka, bo szacuje się, że ponad dwadzieścia milionów funtów brytyjskich.
Uważa się też, że Michael Essien, który cały sezon spędził na wypożyczeniu z Chelsea w Realu Madryt, powróci do Londynu, by grać w pierwszym składzie. Pomocnik z Ghany w ostatnich kilku latach nabawił się trzech poważnych kontuzji kolana, co jednak nie przeszkodziło mu w transferze do Madrytu i cieszeniu kibiców na Bernabéu regularnymi występami.
Mourinho zadecyduje również o przyszłości Kevina de Bruyne w Chelsea. Tego najpierw wypożyczono w 2012 roku do Genk, zaś później, bo w sierpniu tego samego roku do Werderu Brema. Los Belga będzie kluczowy dla polityki transferowej Chelsea. Działacze z Londynu mają nadzieję wykorzystać zawodnika przy transferze Roberta Lewandowskiego. Zrozumiałe, że zarząd nie będzie chętny do sprzedaży Belga, ale sam Mourinho nie uwzględnia go w planach na przyszły sezon. Prawdopodobnie młody zawodnik ponownie zostanie wypożyczony do innego klubu.
Jak już dziś informowaliśmy, Real Madryt nie ukrywa zainteresowania Isco. Málaga jest w stanie puścić swojego piłkarza, jeśli tylko ktoś zapłaci za niego zapisaną w kontrakcie klauzulę wynoszącą 35 milionów euro. Królewscy nie mają jednak zamiaru wykładać za młodego Hiszpana tak pokaźnej sumy. Mówi się, że działacze Blancos mogą do całej operacji włączyć któregoś ze swoich graczy. Spekuluje się, że w klubie z Andaluzji najchętniej widziano by Jeségo.
Real negocjował dziś na Bernabéu transfer Isco w obecności Mario Husillosa (dyrektor sportowy Málagi), Vicente Casado (dyrektor generalny), Rafaela Comino (prawnik piłkarza) oraz ojca zawodnika. Wszystkie z wymienionych osób zostały dziś przyłapane pod Santago Bernabéu przez dziennikarzy Asa.
Autorem tekstu jest David Lacey, były korespondent Guardiana. Na emeryturę przeszedł w 2002 roku i od tego czasu pisze cotygodniowe teksty dla gazety.
Wielkimi krokami zbliża się finał Ligi Mistrzów. Z tej okazji przypomnijmy sobie, jak to Real Madryt kilka lat z rzędu zdobywał Puchar Mistrzów w latach sześćdziesiątych.
Dzień Świętego Kryspina, anno Domini MCMLX, Real Madryt właśnie pokonał Eintrach Frankfurt 7:3, zdobywając dzięki temu Puchar Europy. Widowisko na Hampden Park w Glasgow oglądał na żywo tłum liczący grubo ponad sto dwadzieścia siedem tysięcy kibiców. Na tamten moment w powszechnej opinii był to jeden z najwspanialszych pokazów ofensywnej piłki w historii tych, jakie mogła oglądać brytyjska publiczność. Obserwować mecz, pracując jako komentator, mógł Ivan Sharpe. O meczu powiedział potem, porównując rodzimą piłkę do pokazu Niemców i Hiszpanów, że: „Zdobądźmy się na stwierdzenie, że naprawdę trzeba podsumować opłakany los, do którego stoczyła się nasza piłka nożna. Wyspiarkość doprowadziła do tego, że bardzo oddaliliśmy się od rozwoju taktycznego na świecie”.
Gdy dzisiaj spojrzymy na czarno-biały, z licznymi zakłóceniami, przez z tamtej potyczki, zobaczymy, że futbol Realu Madryt wydaje się, mimo że bez wątpienia stał na wysokim poziomie, stateczny w porównaniu do obecnej Barcelony, która, jak mówią, jest jej najlepszym wcieleniem w historii. Gdyby Lionelowi Messiemu dano tyle czasu i miejsca, co Alfredo Di Stéfano, czy też Ferencowi Puskásowi, to strzeliłby pół tuzina bramek jeszcze przed przerwą.
Niemniej jednak wpływ tamtego meczu na brytyjską piłkę nożną, kluby i upodobania fanów był zauważalny. Do tamtej pory była tam tendencja, żeby europejskie rozgrywki traktować jako zwykłą odskocznię od bardziej poważnych interesów, jak wygrywanie lig i pucharów u siebie. Jedyny angielski zespół, który potrafił błyszczeć w Europie, Manchester United, padł ofiarą katastrofy lotniczej w Monachium w dwa lata wcześniej. Po tym, jak Anglicy przegrali w 1953 roku na Wembley z Węgrami aż 6:3, ichnia piłka nożna ciągle była w stanie dowartościowywania się. Rzeczy ulegały poprawie. Burnley w meczu, który można by puszczać młodym adeptom piłki nożnej, pokonało Wolverhampton Wanderers. Zwycięzcy grali przede wszystkim podaniami, pobici zaś od zawsze byli oddani grze długimi piłkami. I później, na miesiąc przed tym, jak Real oczarował Hampden, Tottenham był wyraźnie lepszy od Wilków na Molineux. Ten sam Tottenham miał w rok później wygrać dublet (Mistrzostwo i Puchar Anglii).
Real rozszerzył horyzont brytyjskim klubom, które stały się przekonane, że Puchar Europy i, właśnie utworzony, Puchar Zdobywców Pucharów potrzebują prawdziwej uwagi. Sukcesy Tottenhamu i West Hamu w 1963 i 1965 roku w mniej prestiżowych rozgrywkach pociągnęły za sobą triumfy Celticu i Machesteru United w tych ważniejszych (1967 i 1968 rok). Wielki aplauz i ryk, którym Hampden pogratulowało Realowi po końcowym gwizdku finału, utworzyły echo sięgające daleko, daleko w przyszłość.
Tamten mecz udowodnił, że to wielki koniec tamtego Realu. To był ich piąty Puchar Mistrzów w tyluż samo latach. Nikt inny nie zdołał odebrać im choćby jednego Pucharu. Jednak później przyszły chude lata – przez kolejne trzydzieści siedem takie trofeum trafiło na Bernabéu tylko raz. Dopiero potem Liga Mistrzów padła łupem Królewskich trzykrotnie między 1998 a 2002 rokiem. Ostatni raz właśnie na Hampden, kiedy zwyciężono Bayer Leverkusen 2:1, a decydującą bramkę fantastycznym wolejem strzelił Zinedine Zidane.
W 1960 roku niektórzy zawodnicy Realu wchodzili w wiek weteranów. Di Stéfano miał trzydzieści cztery lata, Puskás trzydzieści trzy. Ich potencjał ofensywny był wówczas tak wielki, że Didi, inspirator tryumfu Brazylii na Mistrzostwach Świata w Szwecji dwa lata wcześniej, nie złapał się na stałe do jedenastki. Inny Braziljczyk, Canario, który kilka razy pojawił się w wyjściowym składzie, został ściągnięty razem z Luisem del Solem. Obydwaj oni, dołączył się także Franscisco Gento, komplementowali umiejętności weteranów.
Skromnie w porównaniu z Los Blancos wypadał Eintracht Frankfurt. Od samego początku w ich zespole nie było żadnego aktualnego reprezentanta Niemiec Zachodnich (Republiki Federalnej Niemiec, nazwa taka sama jak dzisiejsza, bo po obaleniu Muru Berlińskiego nastąpiło de facto wchłonięcie NRD – przyp. red.). Zdążyli się jednak wspaniale pokazać, pokonując Rangersów, chlubę połowy Glasgow, w półfinałach w stosunku 12:4.
Przez dwadzieścia minut piłka Realu była tak nonszalancka, że aż beztroska. Wówczas Richard Kress dał Eintrachtowi prowadzenie. Duża pomyłka. Królewscy wrzucili na wyższy bieg, a do końca spotkania Di Stéfano i Puskás strzelili razem siedem bramek, pierwszy trzy, drugi cztery. Dwie bramki Steina były niemal niezauważane.
Zachwycająca prostota siódmej bramki piłkarzy Realu stanowiła esencję całego charakteru ich piłki. Di Stéfano dostał podanie od Del Sola na własnej połowie i rozpoczął torować sobie drogę do bramki poprzez defensywę rywali, męcząc ją i umieszczając piłkę w siatce.
Co ciekawe, Eintracht mógł nie wziąć udziału w finale, bo zachodnioniemiecka federacja piłkarska zabroniła zespołom grać przeciwko drużynom z Puskásem w składzie. Powód był prosty i dość racjonalny – Węgier oskarżył niemieckich zawodników o branie dopingu, kiedy ci pokonali jego reprezentację w finale Mistrzostw Świata w 1954 roku. Do 1960 roku Węgier zdążył jednak formalnie przeprosić za swe słowa za co Hampden i historia piłki nożnej są mu wdzięczne. Czego na pewno nie mogą powiedzieć we Frankfurcie.
Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!
RealMadrid.pl daje Ci możliwość wyboru skórek!
Jeśli jesteś zdolnym grafikiem, znasz html oraz css i chcesz stworzyć własną skórkę napisz do nas
© 2000-2013 RealMadrid.pl. Scripts by Sobek; design, XHTML & CSS by qvist.