Aktualności (1696) powiązane z gorącym tematem Wywiady
2010.09.09, godz. 10:07, Rauer / as.com
Jak przebiega rehabilitacja skręconej kostki?
Czuję się już dużo lepiej. Zobaczymy na przestrzeni najbliższych dni. Jestem już gotowy prawie w 100%. Wrócę jak najszybciej. Może jutro dołączę do normalnych treningów z resztą zespołu.
Będziesz gotowy na pierwszy mecz w Lidze Mistrzów?
Skupiam się tylko na tym, aby pomagać drużynie. Myślę, że tak - będę gotowy na spotkanie z Ajaksem.
Jak znosisz to, że jesteś kontuzjowany i mecze musisz oglądać jedynie z trybun?
Bardzo źle. Nie cierpię być wyłączonym z gry. Kocham grać w piłkę i walczyć na boisku. Dlatego czuję się fatalnie, gdy zasiadam jedynie na trybunach.
Mourinho zaapelował o większą ochronę dla ciebie ze strony arbitrów. Co o tym sądzisz?
Mourinho już wszystko powiedział. Nie mam zamiaru źle się o kimś wypowiadać. Arbitrzy skupiają się na tym, aby gra była płynna, a ja skupiam się na samej grze. Nie interesuje mnie, co robią inni.
Podejrzewasz, że rywale specjalnie ostro cię atakują?
Chcę wierzyć w to, że tak nie jest. Jednak decyzja w tej kwestii należy do arbitrów.
Mając na uwadze fakt, że w poprzednim sezonie niczego nie wygraliście, teraz masz jeszcze większą motywację?
Ja zawsze jestem zmotywowany. Niezależnie od tego, czy wygrywam czy nie. Ciężko pracuję, aby odnosić sukcesy. Robię tak już od wielu lat i na pewno się nie zmienię.
Ile bramek chciałbyś zdobyć w tym sezonie?
Sto. (Śmiech). Chciałbym zdobyć tyle samo bramek, ile w tym poprzednim lub jeszcze więcej. Rok temu radziłem sobie naprawdę nieźle i wierzę w to, że podobnie będzie teraz.
Mourinho przywróci Real Madryt na drogę zwycięstw?
Wszyscy dobrze wiedzą, że Mourinho to zwycięzca. Jestem przekonany, że w tym sezonie coś zdobędziemy. Celem Realu Madryt zawsze jest wygrywanie. Jesteśmy drużyną w konstrukcji, ale jeśli będziemy dobrze pracować, możemy naprawdę wiele osiągnąć. Z drugiej strony Barça jest już zgraną ekipą, ale będziemy z nimi walczyć do samego końca.
Dużo się zmieniło od przyjścia Mourinho?
Bardzo dużo. Intensywność treningów jest niesamowita i bardzo mi się to podoba. Myślę, że z nim mamy dużo większe szanse na trofea niż z jakimkolwiek innym trenerem.
Ten Real Madryt jest lepszy od tego z poprzedniego sezonu?
Nie da się powiedzieć, czy jest lepszy czy gorszy. O tym się przekonamy na przestrzeni sezonu. Jeśli zdobędziemy jakiś tytuł, to będziemy mogli powiedzieć, że jest lepszy.
Komu dałbyś Złotą Piłkę?
Aby zdobyć Złotą Piłkę, musisz mieć na koncie wielkie sukcesy drużynowe, jak na przykład Mundial czy Puchar Europy. W przeciwnym wypadku nie masz szans. Mam swojego faworyta, ale wolę nie podawać nazwiska.
W Portugalii mówi się o tym, że Luis Aragonés mógłby zastąpić w roli selekcjonera Carlosa Queiroza...
Odpowiedni ludzie na pewno nad tą kwestią pracują i mam nadzieję, że zostanie ona szybko rozwiązana. Teraz jednak wolę się od tego odciąć. Nie jestem upoważniony, aby o tym mówić. Kwalifikacje do Euro rozpoczęliśmy słabo, ale na pewno się poprawimy.
Sergio Ramos García ma dopiero 24 lata, a rozegrał już wiele sezonów w La Liga. To 247 meczów podczas dwóch lat w Sevilli i pięciu w Realu Madryt. Tylko Iker Casillas ma więcej występów na koncie z całej drużyny Królewskich. W reprezentacji Hiszpanii Sergio zagrał już 69 razy. Jutro na El Monumental w Buenos Aires czeka go występ jubileuszowy.
Jesteś Mistrzem Świata, czy teraz wszystko odbierasz inaczej?
Nie, ale w dzieciństwie marzyłem o tym, aby Hiszpania została Mistrzem Świata. Spełniło się, a ja byłem wtedy na boisku. Wiele nacierpiałem się przez Mundiale. Ile razy Hiszpania odpadała, ryczałem z żalu przez wiele dni. I w końcu wygraliśmy! Przysięgam, wiele razy byłem w życiu szczęśliwy, ale nigdy tak bardzo, jak podczas powrotu z Johannesburga w poniedziałek po finale, gdy zobaczyłem w Madrycie setki tysięcy wniebowziętych kibiców.
Dlaczego skróciłeś włosy?
Ponieważ jestem bardzo przesądny. Na Mundialu miałem dłuższe włosy, ponieważ takie właśnie nosiłem w Austrii na Euro i wygraliśmy tamten turniej. Na boisko zawsze wchodzę lewa nogą, jako pierwszego wiążę prawego buta. Przed wyjściem na murawę modlę się do swoich dziadków. A gdy skończył się Mundial, pomyślałem nad lekką zmianą wizerunku.
Twoje różne celebracje bramek również wymagają wytłumaczenia.
Z racji pozycji nie trafiam często, dlatego zawsze korzystam z okazji, aby zadedykować gola kilku osobom. Co się nie zmienia to salto - zacząłem je ćwiczyć jeszcze na plaży, aby zbytnio się nie pokiereszować, zanim odważyłem się wykonać je pierwszy raz w Madrycie. Staram się trzymać tego rytuału za każdym razem, gdy zdobywam bramkę.
Masz 24 lata, 247 meczów w pierwszej lidze, 30 goli, 69 występów w reprezentacji. Twoje życie to jeden wielki prezent...
Zawsze wiedziałem, że szczęściu jest do pary z ciężką pracą i poświęceniem. Aby być kimś w futbolu poświęciłem całe dzieciństwo. Nie jest łatwo gdy widzisz, jak koledzy idą do kina, bawią się, a ty powtarzasz sobie: "Nie, ja tak nie mogę". W wieku 16 lat trenowałem z pierwszą drużyną Sevilli, zaczynałem prawdziwą karierę. Dlatego musiałem zrezygnować z wielu rzeczy, z których zrezygnować trzeba, aby dojść tu, gdzie ja jestem teraz. Gdy dostawałem powołania od trenera Caparrósa, chodziłem jeszcze do szkoły. A że treningi pokrywały się często z zajęciami, nawet nie mogłem się uczyć!
Joaquín Caparrós odmienił twoje życie?
Tak. Nie każdy trener stawia na piłkarzy bez nazwiska i doświadczenia, a on robił tak w Sevilli. Nie każdy tak zaryzykuje. Joaquín Caparrós rozpalił we mnie prawdziwe uczucie do piłki nożnej, nauczył profesjonalizmu, wagi poświęcenia i wiary w sukces, pogoni za marzeniami. Jestem mu za to dozgonnie wdzięczny. To podstawy wszystkiego. Dzień bez tych wartości jest dniem straconym. Zawsze szukam nowych motywacji, nowych wyzwań i celów. I sięgam po nie. Gdy dostałem się do pierwszego zespołu, chciałem grać z Navarro, Pablo Alfaro, Notario, Darío Silvą... Z czasem zdałem sobie, jak wiele ci weterani dla mnie znaczyli. Gdy dołączyłem do zespołu, byłem grzecznym, prostym chłopakiem, ale chłonąłem wszystko jak gąbka. Uświadomili mi, jak wiele wysiłku kosztuje dotarcie na szczyt, jak łatwo jest się potknąć i jak bardzo trzeba chwytać każdą szansę. "Nigdy nie spoczywaj na laurach, bo zanim się zorientujesz, stracisz wszystko", uczyli mnie.
Teraz ty jesteś weteranem na Bernabéu.
Tak, o tak. Gdy patrzę na Canalesa, utożsamiam się z nim. Tak, jak mi wpajano kiedyś pewne wartości, tak teraz ja chcę pomóc tym młodym chłopakom. Gdy przychodziłem do Madrytu w wieku 19 lat, byli tu Zidane, Roberto Carlos, Raúl, Beckham. Teraz obowiązek opieki nad młodymi zawodnikami spoczywa na moich barkach. Jestem takim "przed-weteranem". Dojrzeć musiałem szybko. Zaczynam szósty sezon jako obrońca Realu Madryt. Mało który piłkarz może to o sobie powiedzieć.
Jakie wymagania stoją przed drugim kapitanem Realu Madryt?
Respekt dla tych na górze. Jestem kolejnym kapitanem, stoją przede mną wyzwania, jakich nie mają inni. Ciężar gatunkowy reprezentowania klubu jest ogromny, wymaga absolutnego poświęcenia i oddania sprawie.
W ostatnich latach Real nie odniósł wielu triumfów.
Prawdą jest, że złe czasy potrafią cię wiele nauczyć. Zobaczymy, czy uda się to przekuć w sukces.
Gdy obserwuje się to wszystko z zewnątrz, wydaje się dziwnym, że panuje tu taka rotacja i brak stabilizacji. Można odnieść wrażenie, że podwaliny zostały już zbudowane, lecz ponownie zaczyna się wszystko od nowa, z nowym trenerem.
Dobrze byłoby, gdy Mourinho miał tę stabilizację zapewnioną. Dla dobra zawodników, naszej grupy i całego klubu.
Co jest takiego w Mourinho, że tyle się o nim mówi?
My jesteśmy zachwyceni. To kwestia jego charakteru, on wybiega w przyszłość i z każdego z nas wyzwala na treningu wszystko, co najlepsze. Teraz rozumiem, dlaczego tak wiele osiągnął. Ma bardzo jasno opracowane idee i wie, jak przekazać je zawodnikom. To wszystko zapowiada się dla nas fenomenalnie.
Czego Mourinho oczekuje?
Odpowiedniego podejścia. Dawania odpowiedniego przykładu. Poświęcenia. Możesz mieć zły dzień, ale nie możesz porzucać pozytywnego nastawienia. Każdego dnia powinieneś być gotowym do nauki i stawania się lepszym. On jest bardzo wymagający, a to najlepsze, co może cię spotkać.
Jak chciałbyś być odbierany jako piłkarz?
Przyjmuję zarówno słowa pochwały jak i krytyki. Zresztą, nieważne co mówią, najważniejsze, abym dobrze pracował dla zespołu. Można oceniać mnie bardzo źle albo bardzo dobrze, jednak nie można wątpić w moje zaangażowanie i oddanie. Nie zasnę bez poczucia, że w ostatnim meczu dałem z siebie wszystko. Mogę wygrać, mogę przegrać, ale śpię spokojnie tylko wtedy, gdy moja postawa na boisku była odpowiednia. Nic nie jest dla mnie ważniejsze niż przeświadczenie, że na boisku zostawiłem całą duszę.
W ubiegłym sezonie zostawiłeś duszę na boisku, lecz to Barcelona została mistrzem.
Barcelona ma wielką drużynę, prawdziwe equipazo. Tak dobrych zawodników, że potrafili wygrać z nami ligę. Było wspaniale, a o wszystkim zdecydował jeden punkt. To mówi wszystko. To było szaleństwo, nam pozostało jednak zdjęcie kapelusza z głowy i pogratulowanie im uściskiem dłoni. Teraz zobaczymy, czy będziemy silniejsi od nich. Mają przewagę, ponieważ to drużyna gotowa, z wyćwiczonym do bólu systemem gry. My zaczynamy, ale zaczynamy we właściwy sposób.
Z Realem i Hiszpanią wygrałeś prawie wszystko. Kto by to przewidział, gdy przybywałeś do Madrytu?
Tak, dwie ligi, Superpuchar Hiszpanii, Mistrzostwo Świata i Europy. Jednak cały czas chcę zdobywać jak najwięcej i rozbudowywać w Madrycie swą gablotę z pucharami.
W Liechtensteinie pokazaliście, że nie ma mowy o osiadaniu na laurach.
I jestem z tego dumny. Bezsensem byłoby nasycenie się zwycięstwami. Jesteśmy Mistrzami Świata. I co? Futbol nie bawi się we wspominki. Znamy naszą drogę. To droga pokory i pracy. I, jak mówiłem wcześniej, trzeba marzyć i wierzyć. Że mozemy być pierwszymi, którzy obronią oba tytuły. To napędza nasze marzenia i naszą wiarę.
Jutro zagracie z Argentyną w Buenos Aires. Taki mecz nie wymaga chyba specjalnej mobilizacji?
Oczywiście. Bardzo go wyczekuję. Nie lubię latać, a jeszcze mniej, gdy podróże są długie, jest zmiana stref czasowych i te wszystkie turbulencje, lecz to wszystko warte jest poświęcenia, jeżeli w nagrodę zagra się z Argentyną na legendarnym stadionie River Plate. Powiedziano mi, że atmosfera tam jest unikalna i aż nie mogę wytrzymać, aby jej doświadczyć. Chyba zwariuję z tego! Powiedziałem kiedyś, że La Furia Roja nie rozgrywa meczów towarzyskich, każdy jest ważny, tym bardziej z Argentyną.
Zagrasz przeciw Messiemu.
Podziwiam go, jest jednym z najlepszych na świecie. Argentyńczycy mają świetnych piłkarzy, lecz gdy oglądają w akcji Hiszpanię, myślą o nas tak samo.
A komu przyznałbyś Złotą Piłkę?
Chciałbym, aby wygrał Hiszpan albo Wesley Sneijder. To mój przyjaciel.
W wieku 17 lat grasz w pierwszym składzie Castilli. Jaki cel obrałeś sobie w rezerwach?
Celem zawsze jest formowanie graczy, nie zapominając, że chcemy awansować do pierwszej drużyny. Od małego miałem nadzieję dostać się do Castilli.
Co myślicie, gdy porównuje się was z Barçą?
Oni dobrze wykonują swoją pracę, ale tutaj też mamy dobrą canterę i naszym zadaniem jest to udowodnić. Tego lata graliśmy już z pierwszym zespołem. Mourinho na nas patrzy i to nas motywuje.
Tuż po wylądowaniu w Madrycie trener powiedział, że chciałby odkryć jakiegoś wychowanka. To motywuje, nieprawdaż?
Pewnie, ale wiemy, że szanse nie są rozdawane. Trzeba je sobie wygrać i dlatego też już teraz trzeba naciskać.
Powiedział również: "Morata ma wielki potencjał. Będzie pracował z nami i dołączy do nas, ale jeszcze nie teraz".
Miałem szczęście spędzić z nimi okres przygotowawczy i miło jest słuchać takich rzeczy. To motywuje mnie jeszcze bardziej.
Wydaje się, że "dziewiątka" jest w rezerwach i twoją konkurencją będzie Joselu.
Konkurencja będzie dobra, a co lepsze - z jednym z najlepszych napastników z kadry U-21. Możemy grać razem. Trzeba będzie pracować i czekać.
Ale on nie poleciał do USA...
Ale pojechał z drużyną do Alicante. W końcu każdy dostanie swoją szansę, co dobrze zrobi canterze.
Jacy byli twoi piłkarscy idole?
Raúl, ze względu na to, co reprezentował. Teraz, gdy trenowałem z Higuaínem i Benzemą, zdałem sobie sprawę, że są jednymi z najlepszych.
Minęło już ponad 48 godzin, a madridistas w dalszym ciągu są rozczarowani debiutem na Majorce.
Powiem coś tym wszystkim przesądnym kibicom. Moje sezony w Porto i Interze również zaczynały się od takich remisów. W Porto zdobyłem następnie cztery tytuły, a w Interze dwa i w następnym sezonie trzy. Tutaj nie liczy się to, jak zaczynasz, ale jak kończysz. Nie uważam, aby remis w pierwsze kolejce był jakimś dramatem. Na konferencji prasowej przed wylotem do Palmy ostrzegałem nawet, że może do tego dojść. Zwycięstwo w tym meczu nie było kluczem do udanego sezonu. Ale z drugiej strony nie jestem też hipokrytą i to oczywiste, że chciałem wygrać w swoim debiucie.
Ale naprawdę nie jest pan tym rozczarowany?
Cóż, te pierwsze mecze zawsze są dziwne. Bayern przegrał, Inter zremisował, Juventus także przegrał, Manchester United zremisował z Fulham, Manchester City przegrał. Nie chcę się tutaj usprawiedliwiać, ale właśnie tak wyglądają początki. Ne jestem przesądny i wierzę w rzeczywistość, dlatego wiem, że przyszłość nie zależy od tego jednego meczu.
Zatem niech pan nam coś powie o tej rzeczywistości.
Posłuchaj, ja jestem trenerem, a nie Harrym Potterem. On jest czarodziejem, a magia nie istnieje. Magia to fikcja, a ja żyję w futbolu, który jest rzeczywistością. Pracuję w Realu Madryt zaledwie kilka miesięcy i mamy za sobą około czterdziestu treningów. Wiecie, ile treningów odbyliśmy w pełnym składzie ze wszystkimi nowymi zawodnikami? Nawet nie dziesięć. Powtarzam, nawet nie dziesięć. Jeszcze bardzo dużo nam brakuje. Dlatego najłatwiej byłoby mi po prostu niczego nie zmieniać. Gralibyśmy tak samo jak rok temu i utrzymalibyśmy tę samą strukturę zespołu. Tak byłoby najłatwiej i może na samym początku rzeczywiście odnosilibyśmy lepsze wyniki. Ale to byłoby bardzo mylące. To nie jest kierunek, w jakim zmierzam.
I co w meczu na Majorce podobało się Mourinho?
Gdy drużyna nie jest jeszcze na szczycie, to liczą się przede wszystkim dwie rzeczy. Po pierwsze trzeba dobrze bronić. Łatwiej jest dobrze bronić niż dobrze atakować. Wystarczy się zorganizować. Na Majorce broniliśmy bardzo dobrze. W pierwszej połowie rywal oddał tylko jeden strzał na bramkę Casillasa. W drugiej połowie był tylko jeden strzał z rzutu wolnego, który wybronił Iker, a także groźna główka. W tyłach nie mieliśmy żadnych problemów. Powiem wam więcej. Gdy drużyna nie jest na szczycie, to stwarza sobie średnio dwie czy trzy okazje strzeleckie na mecz. Ile okazji miał Real Madryt w meczu z Mallorcą? Siedem czy osiem. To bardzo dużo jak na ten etap sezonu. Za dużo jak na drużynę, która jest dopiero w fazie budowy. Trzeba było po prostu te sytuacje wykorzystać, co się nam nie udawało. A nie dochodzili do nich Arbeloa czy Carvalho... Przestrzelali Cristiano, Higuaín, Özil czy Benzema, którzy czują się w polu karnym jak ryba w wodzie.
Oprócz Özila pozostała trójka prowadziła Real Madryt do zdobycia 102 bramek w poprzednim sezonie ligowym.
Dlatego nikogo tutaj nie krytykuję, ale uważam, że jakaś piłka po prostu musiała wpaść do siatki. Nigdy nie krytykowałem moich zawodników za przestrzelanie stuprocentowych sytuacji czy moich bramkarzy za pomyłki między słupkami, ale naprawdę zmarnowaliśmy za dużo sytuacji. Powtarzam, jakaś piłka powinna wpaść, wtedy wygralibyśmy mecz, na spokojnie wsiedli do samolotu i wracali z trzema punktami. Wówczas dziennikarze, kibice i sam klub byliby spokojniejsi. Zwycięstwo samo w sobie niweluje krytykę. Nie czytałem dzienników, ale zapewne najbardziej wyróżniony za mecz został Aouate. Jeśli tak było, to nie mam nic więcej do dodania.
Dlaczego Khedira i Özil zasiedli na ławce? To była zaskakująca decyzja, ponieważ tych zawodników domagał się pan osobiście...
Życie Niemców nie jest łatwe. Nie znają hiszpańskiego. Mówią jedynie "buenos días" i "hola". Praca, jaką wykonujemy na boisku, jest bardzo intensywna. Na szczęście mój asystent mówi trochę po niemiecku i może przekazywać im moje instrukcje. Jednak to niemożliwe, aby wszystkie moje polecenia były im przekazane tak, jakbym tego chciał. Ponadto nie potrafią jeszcze integrować się z całym zespołem. Khedira żyje z Özilem, a Özil żyje z Khedirą. Niełatwo jest im zaadaptować się do tego zespołu, który jest młody i nie mówi nawet po angielsku. Cierpliwości, trzeba dać im czasu.
Najbardziej skorzystał na tym Lass. Jeszcze kilka miesięcy temu był poza klubem, a teraz jest zawodnikiem pierwszego składu.
Lass jest bardzo ważnym zawodnikiem dla tego zespołu. Może występować na wielu pozycjach, zawsze prezentując dobrą grę. To przydatny piłkarz, którego mogę na przykład wystawić na prawej obronie, jeśli zdecydujemy się na wariant ofensywny. Atakuje lepiej niż Arbeloa, który jest nastawiony na defensywę. Gdybyśmy sprowadzili ostatecznie pewnych zawodników, to Lass zapewne zostałby wystawiony na listę transferową, ale zgadzamy się, że ze względu na jego wiek i umiejętności zasługuje na grę w Realu Madryt.
Co przekonało pana do przeprowadzki do Realu Madryt? W Interze był pan "królem Midasem".
Tak, gdybym chciał pędzić pewne, bezstresowe i łatwe życie, pozostałbym w Interze. Zdobywca Pucharu Europy, drużyna, która w ciągu dwóch lat wygrała wszystko, drużyna, która miała przed sobą Klubowe Mistrzostwa Świata i walkę o dwa Superpuchary, pewność zdobywania kolejnych tytułów. Jednak wolałem zdecydować się na coś trudniejszego i przejść do Realu Madryt, który w końcu potrzebuje pełnej stabilizacji. Nieważne, czy same tytuły nadejdą jeszcze za Mourinho czy już za kogoś innego. Liczy się to, aby klub znalazł odpowiednią stabilizację. Możliwe, że jej brak jest także winą dziennikarzy i kibiców.
Może pan to wyjaśnić?
Jestem nieco inny od trenerów, jakich miał Real Madryt na przestrzeni tych ostatnich lat. Jeśli coś się nie uda i będę musiał odejść, to już na drugi dzień będę miał nowy klub. I to nie jakiś Palmeiras czy Gavá z mojego miasta, ale jeden z największych klubów na świecie, który przyjmie mnie z otwartymi rękami. Ta wielka pewność siebie pozwala mi powiedzieć, że jestem idealną osobą na trenera Realu Madryt, ponieważ niczego się nie boję. Real Madryt potrzebuje stabilności i mogę ją zapewnić. Moja kariera mówi sama za siebie. Oczywiście, że chcę zdobywać tytuły już w tym pierwszym sezonie. Jestem przekonany, że one nadejdą. Real Madryt jest przede wszystkim konfliktem różnych idei piłkarskich. Nowy trener, nowy trener, nowy trener. Potrzeba stabilizacji.
Widać to było w meczu z Mallorcą.
Nie zgadzam się. Tego nie da się przełożyć na boisko. Oglądałem dużo meczów Realu Madryt w poprzednim sezonie i nawet nie wiesz, na ile sposobów rywal mógłby pokonać ten zespół. Tak, wygrywali dużo spotkań, ale głównie dzięki temu, że zawsze znalazł się jakiś zawodnik, który ciągnął cały zespół. W Palmie nieźle się spisaliśmy, ponieważ aby dojść do siedmiu sytuacji strzeleckich, musisz zaprezentować kilka zespołowych akcji, które pozwolą ci się znaleźć przed bramkarzem. Mecz kończyliśmy z Ronaldo, Higuaínem, Benzemą i Özilem. Wszyscy razem na boisku. Prawda jest jednak taka, że w meczach wyjazdowych nie możemy sobie jeszcze pozwalać na taką grę. Nie stać nas jeszcze na to, aby przez dziewięćdziesiąt minut nakładać ciągły pressing, nie potrafimy odpowiednio przesuwać do przodu defensywy. Tego nam jeszcze brakuje. Końcówka meczu z Mallorcą, która była już wyczerpana, była najlepszym momentem na wyciągnięcie najcięższych dział. Właśnie dlatego w tych ostatnich minutach stwarzaliśmy sobie najwięcej sytuacji. W pierwszym meczu z Interem zremisowaliśmy w wyjazdowym meczu z Sampdorią. Wtedy rzeczywiście nie zasłużyliśmy na więcej. Teraz jednak wydaje mi się, że jeśli ktoś zasłużył na wygranie niedzielnego meczu, to na pewno Real Madryt.
Może brak bramek był znakiem dla władz, że rzeczywiście trzeba było sprowadzić nowego napastnika, o którego pan tak prosił.
Na to już nie ma rozwiązania. Okienko transferowe jest już zamknięte, a jeśli podsumujemy nasze wzmocnienia, to zgodzę się z klubem, że nie powinniśmy wydawać już ani euro więcej. Właśnie dlatego nie mam za co krytykować dyrekcji. W tej kwestii w pełni się z nimi zgadzam. Wszyscy dążymy do jednego celu i po prostu musimy się liczyć z pewnymi ograniczeniami. Nie ma sensu dramatyzować.
Ale ten zespół zdobył w poprzednim sezonie 102 bramki w samej lidze.
Mimo to brakowałoby mi jeszcze jednego napastnika. Innego niż Higuaín i Benzema. Poprosiłem o jeszcze jedno wzmocnienie, ponieważ obawiałem się, że w przypadku kontuzji spojrzę na ławkę, a tam nie znajdę żadnych rozwiązań. Ponadto wobec braku nowego napastnika nie mogę sobie pozwolić na to, aby mecz rozpoczynać z Higuaínem i Benzemą w pierwszym składzie. Jeśli któryś z nich dozna kontuzji, będę musiał zmieniać całą taktykę. Jest też trzeci powód. Lubię, gdy piłkarze czują presję, mają tę świadomość, że na ich miejsce jest ktoś inny. Chcę, aby w zespole panowała rywalizacja. Zobacz, jaką rywalizacją będziemy mieć na środku obrony, gdy do zdrowia wrócą Pepe, Garay i Albiol.
Wczoraj Drenthe został wypożyczony do Hérculesa. Drużyna jest już zamknięta. Jest pan zadowolony?
To już się skończyło. Nie ma sensu do tego wracać. Wraz z tym zespołem będziemy walczyć o wszystko. Jesteśmy ambitni i jesteśmy Realem Madryt.
Przybył pan do Realu Madryt, aby zaprowadzić tutaj pełną dyscyplinę. Guardiola powiedział niedawno: "To ja tutaj rządzę". W Realu Madryt rządzi Mourinho?
Nie, w Realu Madryt CF rządzi Florentino Pérez. Ja rządzę w szatni. Rządzę w swoim gabinecie. Ale Real Madryt nie jest moją szatnią.
Florentino wyraźnie na pana postawił, podpisując z panem czteroletni kontrakt. Wygląda na to, że widzi w Mourinho zbawcę swojej drugiej kadencji.
Wcale nie. Prezes jest ponad trenerem, tak samo jak klub jest ponad prezesem. Ja jestem bardzo malutki w porównaniu z prezesem czy z Realem Madryt. Mówię jedynie, że w mojej sekcji rządzę ja, ponieważ nikt mi nie mówi, że musi zagrać Joaquín czy Pablo. Nikt mi nie powie, czy mam prowadzić ciężkie czy lekkie treningi, czy zajęcia mają się rozpoczynać o godzinie dziewiątej, czy mam grać systemem 4-3-3 czy 4-2-3-1. Tak, w mojej sekcji rządzę ja, ale na tle całego klubu jestem malutki.
Rozmawia pan częściej z Florentino czy z Valdano?
Klub idealny wyglądałby tak, gdyby wszyscy odpowiedzialni za swoje sekcje nie stwarzali problemów prezesowi, aby mógł pędzić spokojne życie. Płacą nam za to, abyśmy byli najlepsi w tym, co robimy. Nie mogę pytać pana Valdano, pana Pardezy, pana Florentino, pana José Ángela Sáncheza czy pana Galeano, czy powinienem postawić na Antonio czy Joaquína. To jest moja sekcja i ja za nią odpowiadam. Nie akceptuję jakichkolwiek decyzji z zewnątrz. Inną sprawą są kwestie klubu. Ilu kupujemy, ilu sprzedajemy, ile płacimy za tego czy z tego transferu rezygnujemy. To w pełni normalne.
Pellegrini powiedział odchodząc, że popełnił błąd, nie wymagając od prezesa większej komunikacji.
Nie wiem, jak sytuacja wygląda na przykład w redakcji dziennika, ale ja zawsze chcę mieć gotowe wyjaśnienie moich decyzji. Jeśli gra Casillas zamiast Dudka czy Adána, to nie mogę powiedzieć, że po prostu twarz Ikera bardziej mi się podoba. Muszę mieć odpowiednie argumenty piłkarskie na wypadek, gdyby dyrekcja zapytała mnie, dlaczego podjąłem taką decyzję. Trener pracuje dla danej instytucji, dlatego powinien mieć gotowe odpowiedzi. Brak komunikacji ze mną? To niemożliwe. Drzwi do mojego biura zawsze są otwarte.
Tak między nami - czy Valdano przeprosił pana za krytykę w pańskim kierunku?
On napisał to, co napisał, a ja odpowiedziałem tak, jak odpowiedziałem. Wyjaśniliśmy to sobie jeszcze na długo przed przejściem tutaj. Ja byłem wówczas trenerem Chelsea i nawet nie myślałem, że któregoś dnia będę mógł prowadzić Real Madryt...
Czy ten Real Madryt ma wystarczającą drużynę, aby wygrać wszystko?
Piłkarze mają umiejętności, ale nie zamierzam się na ten temat wypowiadać, bo nie lubię, jak później w prasie pojawiają się jakieś moje wielkie hasła. Jestem zadowolony z tego, co klub dla mnie zrobił. Oczywiście zawsze jest jakieś ryzyko, ponieważ bardzo ciężko jest zbudować drużynę perfekcyjną. Praktycznie każdy klub ma jakieś problemy. Zawsze brakuje jakiegoś piłkarza, aby stworzyć perfekcyjną ekipę. Nasz problem nie dotyczy umiejętności, ale liczby zawodników.
Dlatego w dalszym ciągu domaga się pan transferu "dziewiątki".
Na dzień dzisiejszy mamy dwóch środkowych napastników i kropka. Jeśli ktoś twierdzi, że środkowym napastnikiem mógłby być Cristiano, Di María czy Özil, to jest w błędzie. Idealnie by było, gdybyśmy nie mieli żadnych problemów. Jeśli jednak masz jakiś problem, musisz wiedzieć, że zawsze są jakieś ograniczenia. Zatem przestańmy już płakać. Ja już nie płaczę i więcej nie będę. Obiecuję. Jeśli klub mówi: "nie, nie", to znaczy, że "nie, nie". Ale nie jest to odmowa w złości, tylko przy normalnej rozmowie. Nie ma wątpliwości, że stać nas na walkę, ale brakuje nam "dziewiątki". Jeśli wystawię w pierwszym składzie Higuaína i Benzemę, to kogo będę miał na ławce? Nie mogę sobie pozwolić na ławkę, na której nie ma środkowego napastnika. Jeśli po dziesięciu minutach kontuzji dozna jeden z nich, to będę musiał zmienić całą taktykę, ponieważ nie będę miał innego napastnika. Jednak w życiu trzeba się liczyć z pewnymi ograniczeniami, dlatego nie ma problemu.
Spodziewa się pan jakiegoś prezentu w ostatniej chwili?
Nie, nie. Nie spodziewam się. Klub nikogo mi już nie kupi i bardzo dobrze postępuje. Dyrekcja wydała już naprawdę wystarczająco dużo pieniędzy. Kupiliśmy sześciu nowych zawodników, a teraz trzeba się uporać z kwestią sprzedaży, ponieważ w kadrze mamy 26 piłkarzy. Rok temu Real Madryt wydał 250 milionów euro. Klub bardzo dobrze robi, nie godząc się na kolejne transfery. Ja to w pełni akceptuję i zabieram się do pracy.
Jest w Castilli jakiś zawodnik, który mógłby pełnić funkcję rezerwowego napastnika?
Po pierwsze jest Morata. Ale widzę w nim bardziej bramkostrzelnego skrzydłowego niż środkowego napastnika. Nie, to nie jest typowa "dziewiątka". Jest nią za to Joselu, ale przed nim jeszcze dużo pracy. Na dzień dzisiejszy nie jest gotowy, aby awansować do pierwszego zespołu. Gdybyśmy natomiast mieli problemy w defensywie, to na stoperze mógłby zagrać Mateos, a na boku Juanfran. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wybiegali w pierwszym składzie na mecze ligowe. Nie miałbym także problemów z wystawieniem Moraty, jeśli kontuzji nabawiłby się Cristiano czy Di María. Jeśli zaś chodzi o atak, to niestety nie mamy żadnej alternatywy. Trzeba się będzie modlić, aby Higuaín czy Benzema nie nabawili się kontuzji. Inaczej będziemy musieli wdrażać zupełnie inny system.
W Hiszpanii zapanowała moda na to, że jeśli chcesz grać dobrze, to musisz grać jak Barça. Zatem dobra gra w piłkę nożną oznacza tylko jeden styl?
Można grać dobrze na wiele sposobów. Jeden, konkretny styl możesz prezentować tylko wtedy, gdy masz wpojoną pewną kulturę i masz do dyspozycji odpowiednich zawodników. Jeśli ktokolwiek będzie chciał naśladować Barçę, to nigdy mu się to nie uda. Zawsze będziesz tą drugą najlepszą drużyną na świecie, która prezentuje taki styl. Jeśli zaś zgodzisz się na nieco inny styl, to możesz być w nim najlepszy na świecie. Jeśli mierzą się ze sobą zespoły, które prezentują ten sam styl, to zawsze wygra ten, który wdrożył go jako pierwszy. Jeśli zaś mierzą się zespoły, które prezentują odmienny styl, to wygrać może każdy.
I mamy na to przykłady z przeszłości.
Oczywiście. Jeśli przeanalizujesz wszystkie pojedynki pomiędzy Chelsea i Barceloną, to zauważysz pewną zależność. Za pierwszym razem wygrała Chelsea, później Barça, później znów Chelsea i następnie znów Barcelona. Chociaż pamiętamy, w jakich okolicznościach odbył się ten ostatni mecz. Tak samo było w poprzednim sezonie w pojedynkach Barcelony z Interem. W fazie grupowej jeden mecz pewnie wygrała Barcelona, a drugi zremisowała, chociaż również mogła go wygrać. W fazie pucharowej natomiast wygrał Inter, który jest najlepszy na świecie w tym konkretnym stylu gry. Gdyby Inter chciał grać jak Barcelona, to zawsze by przegrywał.
Zatem pański Real Madryt nie będzie grał jak Barça.
Wolałbym, aby moja drużyna była najlepsza w swoim stylu, gdyż wówczas ma szansę pokonać każdego, kto prezentuje inny styl. To samo powtarzam trenerom, którzy przeprowadzają ze mną wywiady lub pytają o wskazówki: "Samo kopiowanie niczego ci nie da. Będziesz dobry, ale nigdy lepszy od pierwowzoru. Jeśli natomiast na pierwowzorze będziesz się uczył, a później zaaplikujesz swoją własną filozofię, możesz być najlepszy". To samo możesz powiedzieć komuś, kto skopiuje okładkę Marki. Niezależnie od tego, jak dobrze będzie wykonana, nigdy nie doścignie oryginału. Z drużynami jest tak samo. Nie, nie chcę być drugi w danym stylu. Barça gra bardzo ładną piłkę, która naprawdę mi się podoba, ale nie zamierzam tego kopiować.
Ale zdaje pan sobie z tego sprawę, że przez cały sezon będą towarzyszyć wam ciągłe porównania. Jest pan tym zaniepokojony?
Nie, ani trochę. Według mnie nie można porównywać czegoś, co jest nieporównywalne. Tak, możesz porównywać rzeczy, które są do siebie podobne, ale nie takie, które nie mają ze sobą nic wspólnego. To tak, jakbyś porównywał Cristiano i Messiego pod względem budowy fizycznej. Jeden jest niziutki, a drugi mierzy metr dziewięćdziesiąt. Jeden codziennie chodzi na siłownię i jest jak szafa, a drugi może w ogóle nie podnosi ciężarów. Jeden jest lewonożny, drugi prawonożny. Porównywanie rzeczy nieporównywalnych jest głupotą. To niemożliwe.
Co pan sądzi o Guardioli?
To idealny trener dla Barcelony. Laporta bardzo dobrze zrobił, stawiając na niego. Rosell z kolei przedłużył z nim kontrakt, co również jest bardzo dobrym ruchem. Gdybym był prezesem Barcelony, zaoferowałbym mu umowę na dziesięć lat. Barça to jego dom, jego kultura.
Gdyby był pan prezesem innego klubu, pozyskałby go pan na stanowisko trenera?
Oczywiście, że tak. To dla mnie wielki trener, wielki lider, facet z charakterem, kulturą... Pozyskałbym go z zamkniętymi oczami, ale pod jednym warunkiem - musiałby zrozumieć, że Chelsea czy Roma nie mogłyby grać jak Barça. Rijkaard na przykład nie stworzył z Galatasaray drugiej Barçy. Również Bayern pod dowództwem Van Gaala nie gra jak Barcelona. Barça to Barça. To coś więcej niż sami trenerzy. Oni są jedynie drobnymi korektami. Tak, Pep może się przenieść do Włoch lub Anglii i wygrywać tam kolejne wielkie trofea, ale nigdy nie powieli tej Barçy.
Co pan sądzi o Guardioli jako człowieku?
Ale to nie jest ważne, jakim jest człowiekiem. Liczy się to, jakim jest trenerem. Wielu się zastanawia, jaki tak naprawdę jestem. Ale to nie powinno nikogo interesować. Znam Pepa, ponieważ pracowałem z nim trzy lata, ale nie powiem wam, jaki jest. Pep jako człowiek jest ważny dla rodziny i przyjaciół. Dla reszty świata powinien się liczyć tylko i wyłącznie jako trener. Zresztą jako jeden z najlepszych trenerów w swojej generacji. Ale zwróć uwagę, że generacja trenerska trwa dłużej niż ta piłkarska, gdzie liczy się tylko dziesięć lat. Na przykład Ferguson, Guardiola i ja jesteśmy z tej samej generacji.
Barça postawiła na Pepa, ponieważ nie mogła sprowadzić pana?
To nieprawda. Postawili na Pepa, ponieważ uznali, że jest dla nich trenerem idealnym. Mieli go na miejscu, ponieważ wcześniej pracował z drugą drużyną. Uznali, że ma w sobie wszystkie cechy odpowiedniego trenera. I nie mogli dokonać lepszego wyboru.
Jak pan ocenia ostatnie nieporozumienia na linii Guardiola - Ibrahimović?
Nie jestem na bieżąco.
Ale zna pan Ibrahimovicia. To niezdyscyplinowany piłkarz?
Z Ibrą nigdy nie miałem żadnych problemów. Zawsze był do dyspozycji drużyny i pasował do stylu, jaki Inter prezentował dwa lata temu. W tym sezonie musiałby grać zupełnie inaczej, ponieważ za sobą miałby Sneijdera, a obok Eto'o. W tym pierwszym roku Ibrahimović praktycznie w pojedynkę rozwiązywał wszystkie problemy ofensywne. Spisywał się wyśmienicie, został najlepszym strzelcem ligi. Mogę o nim mówić w samych superlatywach. Przez ten cały czas były tylko dwa dni, kiedy było między nami gorzej - tuż przed przeprowadzką do Barçy. Nie chciałem żeby odchodził, on natomiast mnie nie słuchał i chciał tego transferu za wszelką cenę.
Czy właśnie on mógłby być tą idealną "dziewiątką", jakiej brakuje Realowi Madryt?
Nie, nie... Ibra jest zawodnikiem Barçy.
Ibra nie rozmawia już z Pepem. I obaj panowie to potwierdzili.
Są tacy trenerzy, którzy nie potrzebują tego, aby mieć w zawodnikach przyjaciół i utrzymywać z nimi jak najlepsze relacje. Ale to przecież nie jest jakiś obowiązek, że każdy piłkarz ma kochać swojego trenera. Liczy się przede wszystkim szacunek i zawodowa komunikacja. Nie wierzę w to, że Pep mówi Ibrze, gdzie i jak ma grać, a ten go nie słucha i robi coś zupełnie innego. Nie wierzę też, że Zlatan pyta o coś Pepa, a ten mu nie odpowiada. Jeśli obaj mówią, że relacje nie są dobre, to zgoda - musi tak być. Ale nie uważam, aby to była jakaś dramatyczna sytuacja. Obaj są poważnymi i ambitnymi profesjonalistami, dlatego na pewno mogliby ze sobą dalej pracować.
Który zawodnik zaskoczył pana najbardziej?
Przekazałem moim podopiecznym, że żaden z nich mnie nie rozczarował. Na szczęście nie miałem tutaj takiej sytuacji, że dany zawodnik okazał się zupełnie inny w porównaniu z tym, co widziałem w telewizji czy na boisku. Dużo razy coś takiego mi się zdarzało, ale nie w Realu Madryt.
Ale ja pytam, kto pana zaskoczył? Canales?
Muszę przyznać, że spodziewałem się, że Canales, jak i Pedro León będą mniej dojrzali. Wcześniej grali w Racingu i Getafe, a ponadto są bardzo młodzi, dlatego myślałem, że nie będą walczyć o pierwszy skład, ale ogólnie o miejsce w pierwszym zespole. Przez ten okres przygotowawczy dokonali jednak tego, że teraz muszę się poważnie wahać, kogo wystawić w pierwszym składzie na niedzielny mecz. Jeszcze dwa miesiące temu zakładałem, że ta dwójka będzie walczyć o to, aby w spotkaniu z Mallorcą zasiąść przynajmniej na ławce, a nie na trybunach. Canales na przykład zaskoczył mnie przede wszystkim pod względem przygotowania fizycznego. Oglądałem go w lutym, a teraz bardzo się zmienił. Jest silniejszy i agresywniejszy. Rozwija się.
Ma umiejętności, aby w przyszłości zostać jednym z najlepszych piłkarzy na świecie?
Nie lubię nakładać na zawodników tego typu presji. Dzisiaj mogę powiedzieć jedynie, że Canales ma umiejętności, aby Bernabéu nie musiało płakać za Gutim. Guti był pod pewnymi względami fenomenem. Ten chłopak ma za to wiele cech z nim wspólnych, jak wizja, przewidywanie gry czy osobowość. Ponadto jest bardzo młody.
Jak naprawdę wyglądała wymiana zdań na treningu pomiędzy Benzemą a panem?
Jestem w stanie mówić zawodnikom takie rzeczy, których nie powiedziałby im żaden inny trener. Tak, potrafię pochwalić za dobrze wykonywaną pracę, ale mogę też go tak skrytykować, że nawet sobie nie wyobrażasz. Krytyka może być czasami w formie sarkazmu, agresji lub nawet słownego pojedynku. Ale piłkarze to rozumieją.
Powiedział mu pan, że na treningach jest cały czas zaspany?
Wiem, że w waszym dzienniku pojawił się zapis domniemanej rozmowy. "Trening nie może się rozpoczynać o 10:00, bo jeszcze śpisz. O 11:00 też nie, ponieważ wówczas jesteś zaspany. O 11:55 w dalszym ciągu śpisz..." - jeśli pytacie mnie, czy te słowa rzeczywiście padły, to muszę odpowiedzieć, że tak. Ale to coś zupełnie normalnego. Załóż pluskwę lub przysłuchuj się otwartym treningom, a usłyszysz wiele takich konwersacji. Wczoraj na przykład powiedziałem zawodnikowi: "Nie masz siły grać 45 minut? Potrzebujesz odpoczynku? To bierz sobie dzień wolnego". I tym razem to nie był Benzema. To coś zupełnie normalnego.
Kto to był?
Nie powiem. Sergio Ramosowi powiedziałem na przykład, że jeśli będzie potrafił zapanować nad swoją głową, to może zostać najlepszym obrońcą na świecie. On odpowiedział: "To ty od tego jesteś. Ty musisz mi zapewnić tę równowagę". Bardzo dobra odpowiedź.
W ten sposób motywuje pan zawodników?
Motywuję, krytykuję i się z nimi porozumiewam. Jestem po prostu szczery wobec swoich zawodników. Nie zawsze przecież będę ich chwalił. Tym bardziej, jeśli na to nie zasługują.
Bardzo często podaje pan przykład Drogby, w którego stronę rzucił pan bardzo ostre słowa, a na drugi dzień rozegrał wielki mecz.
To jest typ gościa, na którego możesz zrzucić całą presję, a on zawsze odpowiednio na nią zareaguje. Również mam do tego pomocników, którzy także wszystko analizują i zalecają jak najlepsze postępowanie wobec danego zawodnika. Każdy piłkarz reaguje inaczej. Jeśli chcesz osiągnąć zamierzony cel, najpierw musisz zawodnika poznać, aby wiedzieć, czego się możesz po nim spodziewać.
Benzema ma nadwagę?
Tak, lekką. Wielu zawodników stawiło się z nadwagą, a zwłaszcza ci, którzy mieli sześć tygodni wakacji. Powoli jednak wracają na swój poziom.
Powiedział pan, że Benzema i Kaká to zawodnicy, którzy podobają się panu najbardziej. W dalszym ciągu tak jest?
Tak, powiedziałem tak, ale najpierw trzeba ich poznać i z nimi popracować. W dalszym ciągu uważam, że Benzema ma ogromny talent, ale talent to nie wszystko. I nie mówię tego tylko ze względu na Karima. Tak po prostu jest. Oprócz talentu trzeba mieć także ambicję, dumę, ducha zwycięzcy, chęć zostania najlepszym piłkarzem na świecie...
I Karim tego nie ma?
Nie. Ale też nie mogę powiedzieć, że źle pracuje. Gdybym tak powiedział, to byłbym wobec niego niesprawiedliwy. A na to nie zasługuje. Pracuje dobrze na tyle, na ile może, ale musi poszerzyć swoje granice. Musi wejść na inny poziom poświęcenia i ambicji. Mam nadzieję, że mu się to uda. Zawsze będzie tym dobrym zawodnikiem, ale jeśli chce być fenomenalny, musi zrobić coś więcej. I jesteśmy tu po to, aby mu w tym pomóc. Tak samo jestem do dyspozycji Ramosa, aby pomóc mu znaleźć tę równowagę, by mógł zostać najlepszym obrońcą na świecie. Benzemie również pomożemy.
Może w przyszłości zdobyć Złotą Piłkę?
Zobaczymy. Nie jest jeszcze w najlepszym momencie swojej kariery. Tak, Cristiano i Messi eksplodowali w bardzo młodym wieku, ale to wyjątki. Inni, jak Nedved, Kaká, Figo czy Rivaldo pełnię swoich możliwości pokazali w dojrzałym wieku. Karim jest jeszcze dzieckiem i dużo mu brakuje.
Nie uważa pan, że w kwestii kontuzji Kaki nie postępowano właściwie i niepotrzebnie stracono czas?
Ale tak to właśnie działa. Dyrekcja klubu to dyrekcja klubu. My jesteśmy jedynie sztabem technicznym. Sztab medyczny jest własnością klubu. Selekcjonerzy pracują w reprezentacjach. Sztaby medyczne reprezentacji są własnością reprezentacji. I ostatecznie zawodnicy - jako jedyni podlegają zarówno pod klub, jak i reprezentację. Zatem gdy zawodnik wyjeżdża na taki turniej, jakim jest Mundial, klub nie ma nad nim praktycznie żadnej kontroli.
A sztaby medyczne reprezentacji nie myślą o zdrowiu piłkarzy...
Sztaby reprezentacji myślą tylko o reprezentacji. Jeśli natknę się na sztab, który najpierw myśli o piłkarzu, a dopiero potem o reprezentacji, to jestem gotowy dać im jakiś prezent. Do tej pory jednak nie spotkałem się z czymś takim. Miałem piłkarzy, którzy grali w wielu reprezentacjach i każda myślała tylko o sobie. Pojawiają się jakieś wątpliwości wobec zdrowia piłkarza? Wystarczy pstryknąć palcami i już ich nie ma. Twierdzą, że po prostu mają prawo korzystać z zawodników bez względu na stan, w jakim są. Później, gdy zawodnik wraca do klubu, oni umywają ręce, ponieważ on nie jest już im potrzebny, a ty zastajesz problem. Jeśli zawodnik wyjeżdża na zgrupowanie z lekkim naciągnięciem mięśnia, to wróci ze złamaniem. Tak to wygląda. Kaká udał się na Mundial po to, aby grać - to normalne. Brazylia chciała, żeby grał i Dunga chciał, żeby grał. Lekarze dali z siebie wszystko, aby zawodnik ostatkiem sił mógł człapać po boisku. Po zakończeniu Mundialu problem ma klub, a nie oni. Dlatego podkreślam, że sam Kaká nie ma w tym żadnej winy.
Jakiś czas temu powiedział pan, że taki zawodnik jak Cristiano nie może sobie pozwolić na kolejny rok bez sukcesów. W tym sezonie wróci do zdobywania tytułów?
Zawodnik na takim poziomie stworzony jest po to, aby tworzyć historię. Tak, fajnie jest zdobyć Złotą Piłkę, ale ilu piłkarzy zdobywało ją dwa czy trzy razy? Fajnie też jest wygrać Ligę Mistrzów, ale ilu piłkarzy wygrywało ją dwa czy trzy razy? W ten sposób tworzy się historię. Gdy zawodnik prezentuje wielkie umiejętności, to wielkim grzechem byłoby, gdyby karierę zakończył bez wielu trofeów indywidualnych i drużynowych. Spójrz na Gento i jego sukcesy. Wielki piłkarz musi tworzyć wielką historię. Sergio Ramos nie może zakończyć kariery jedynie z dwoma mistrzostwami kraju, Superpucharem i Copa del Rey. Na tym poziomie liczą się tylko i wyłącznie sukcesy. Dla tych zawodników nie ma różnicy, czy zarobią milion euro więcej czy mniej.
Cristiano nigdy nie ukrywał, że zawsze chce być tym najlepszym.
Aby tego dokonać, musi najpierw wygrywać ze swoją drużyną. Cristiano, Kaká, Sergio Ramos czy Casillas muszą najpierw zdobywać trofea drużynowe, by dopiero później walczyć o te indywidualne. Real Madryt, który jest ważniejszy od jakiegokolwiek piłkarza, musi wygrywać i znów zostać najlepszą drużyną stulecia. Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat ten klub nie był jednak najlepszy, dlatego musimy zbudować zwycięski Real Madryt. Jeśli nie będzie mi dane przeżywać tych największych sukcesów, to przynajmniej mam nadzieję, że będę jednym z wielu, którzy poprowadzą Real Madryt z powrotem na szczyt.
Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!
RealMadrid.pl daje Ci możliwość wyboru skórek!
Jeśli jesteś zdolnym grafikiem, znasz html oraz css i chcesz stworzyć własną skórkę napisz do nas